Przy oknie


Stał przy oknie. Tam, gdzie światło nie wpadało już pełnym blaskiem, a jedynie dotykało policzka – jak niepewna dłoń kobiety, która jeszcze nie wie, czy chce zostać.
Koszula rozpięta o jeden guzik za dużo. Westchnienie, którego nie wypowiedział. Palce na szkle – chłodne i napięte.
Pachniało deszczem. I czymś jeszcze – Jej nieobecnością.
Nie pojawiła się. Nie dziś. Może dlatego, że zbyt dobrze znała jego wzrok, gdy jest zbyt cicho. A może właśnie dlatego, że tęsknił bez słów.
Zbliżyła się później. Wolno. Jakby bała się przerwać ciszę.
A on wciąż milczał.
Bo wiedział, że jeśli coś powie – zostanie.
A chciał, by wracała. Zawsze.
Pocałował ją wtedy – nie ustami, nie gestem – tylko spojrzeniem.
Z tych, które rozbierają z wątpliwości.
Z tych, które zostają pod skórą, długo po tym, jak zniknie zapach.
I kiedy oparła się o jego klatkę piersiową, jakby to była odpowiedź – przesunął dłonią po jej karku. Tak, jak lubiła.
Jakby uczył się jej od nowa.
A przecież znał ją na pamięć.
Tym razem pocałunek wydarzył się naprawdę.
Między jednym oddechem a drugim.
Między tym, co jeszcze można zatrzymać… a tym, co już było zbyt dobre, by puścić.

Lyric

By:


Dodaj komentarz