Najzabawniejszy sposób na ruch?
What’s the most fun way to exercise?

Najwięcej kalorii spalam, kiedy się śmieję. A najbardziej lubię te ćwiczenia, które robią ze mnie dziecko na nowo – bez kalkulowania, bez presji, bez luster i spalonych kalorii liczonych jak monety w portfelu.
Dla mnie to taniec. Ale nie taki ułożony z tutoriali na YouTube. Mówię o tańcu w kuchni, w piżamie, z łyżką do zupy jako mikrofonem. Mówię o wygibasach, które nie mają nic wspólnego z choreografią, ale za to mają wszystko wspólnego z radością. Albo o spontanicznych bitwach na poduszki, które zaczynają się od niewinnego „Ej, uważaj!” i kończą na zadyszce i śmiechu do łez.
Czasem to też wycieczka rowerowa bez celu – jazda przed siebie, z wiatrem we włosach i tą dziecięcą ekscytacją, że nie wiadomo, co za zakrętem. Albo gra w dwa ognie z bandą trzydziestolatków udających, że mają znowu po dziesięć. Bo najlepszy trening to taki, który nie wygląda jak trening, tylko jak czysta zabawa.
Nie chodzi o to, żeby z każdego ruchu robić wyzwanie. Chodzi o to, żeby ciało chciało się ruszać, bo serce się cieszy.
Bo ruch to nie kara za pizzę. Ruch to przywilej, z którego warto korzystać z uśmiechem.