
W deszczu nikt nie widzi, jak drżysz pod dotykiem,
gdy palcem piszę ciebie – wzdłuż kręgo
słupa i chwil.
Ulice stają się szeptem, miasto zgaszone – nikim,
oprócz nas. Krople jak westchnienia. Ciepłe. I bez sił.
Twoje włosy lepią się do skóry jak moje myśli.
Ciało w cieniu latarni błyszczy jak tajemny grzech.
Niebo pęka nad nami, ale my jesteśmy czyści –
w tej mokrej pożądliwości, bez słów, bez uciech.
Tylko ty i ja. Wilgotna przestrzeń między ciałami.
Zamknięta w spojrzeniach, co mówią więcej niż język.
Moje dłonie pytają – nie pytają wprost – ustami,
a odpowiedź przychodzi w drgnięciu bioder i klęsk.
I kiedy wszystko milknie – zostaje cisza i dreszcz.
Bo nawet deszcz wie, gdzie kończy się skóra,
a zaczyna wiersz.
lyric
Cisza która pada
Deszcz potrafi powiedzieć więcej niż my.
Nie przerywa. Nie przyspiesza. Nie ocenia.
Po prostu jest – jak spojrzenie, które zostaje na skórze dłużej niż powinno.
W tej wilgotnej ciszy wszystko staje się prawdziwsze.
Nie trzeba dotykać, żeby poczuć.
Nie trzeba mówić, żeby zrozumieć.
Ćwiczenie dla Ciebie:
Następnym razem, gdy zacznie padać – nie uciekaj.
Stań na chwilę i poczuj, co naprawdę w Tobie czeka na dotyk.
Cytat na zakończenie:
„Czasem najbardziej zmysłowe są te chwile, w których nic się nie dzieje.”
A Ty? Jakie cisze w Tobie jeszcze nie wybrzmiały?