Zwierzęce wybory serca i rozumu
What animals make the best/worst pets?
Pewnego ranka, popijając kawę i próbując ignorować fakt, że moja kotka znów zrzuciła doniczkę z parapetu (jakby testowała grawitację na nowo), pomyślałem sobie: czy to naprawdę najlepszy możliwy wybór na zwierzaka?
Kot – z jednej strony niezależny jak wolny duch, nie potrzebuje czułości co chwilę, ale za to potrafi przyjść w środku nocy, położyć się na twarzy i mruczeć, jakby właśnie uruchomił wewnętrzną pralkę. Kocham ją – nie z wzajemnością, ale to miłość bezwarunkowa. Dla mnie: top 1 wśród najlepszych domowych stworów. Dla innych – może być emocjonalnym jeżem.
Psy? To już inna liga. One nie tylko kochają – one cię wielbią. Nawet jak wrócisz z siatkami pełnymi jedzenia tylko dla siebie. Ale pies to zobowiązanie. Jak dziecko, tylko że nigdy nie pójdzie na studia. Musisz wyjść z nim rano, wieczorem, w deszczu i w śnieżycę. Czy to najlepszy pupil? Dla ludzi, którzy chcą czułości, lojalności i motywacji do spacerów – zdecydowanie tak.
A potem są egzotyki. Papugi, które krzyczą jak opętane demony o trzeciej w nocy. Węże, które… cóż, są. Nie pogłaszczesz, nie przytulisz, ale jak ktoś lubi minimalizm emocjonalny – proszę bardzo.
Najgorsze zwierzaki? Te, które kupujesz z impulsu. Bo ładne, bo dziecko chciało, bo mem był śmieszny. Żółwie, które żyją sto lat. Rybki, które kończą żywot w kiblu po tygodniu, bo ktoś zapomniał, że to też żywe istoty. Albo fretki – słodkie tylko na zdjęciach, w rzeczywistości to chaos w futrze.
Bo wiesz… dobre zwierzę to nie kwestia gatunku. To kwestia dopasowania dusz, stylu życia i cierpliwości.

Na koniec dnia – zwierzęta to nie dekoracje. To żywe istoty, które wymagają czegoś więcej niż tylko karmy. W zamian dają jednak coś, czego nie da się kupić: czyste, bezinteresowne towarzystwo.
I w tym wszystkim, nawet jeśli doniczki będą leciały z parapetów, a buty zostaną pogryzione – warto.