How have you adapted to the changes brought on by the Covid-19 pandemic?


Gdy świat się zatrzymał, ja się obudziłem

Na początku był szok – jakby ktoś nagle pociągnął za ręczny hamulec w rozpędzonym pociągu codzienności. Wszystko stanęło. Cisza na ulicach, zbyt głośna jak na miejskie standardy. Kalendarz zaczął świecić pustkami. Plany – wykreślone. Spotkania – odwołane. Ludzie – schowani za ekranami i maseczkami.

Ale potem przyszło coś jeszcze – coś, co nazwałbym nieoczekiwanym przebudzeniem. Zdałem sobie sprawę, że przez lata goniłem za wszystkim, tylko nie za sobą. Pandemia brutalnie, ale skutecznie przypomniała mi, że nie muszę być wszędzie i dla wszystkich. Że można żyć wolniej. Głębiej. Prawdziwiej.

Zacząłem więcej pisać. Nie dla lajków. Dla siebie. Z kubkiem kawy w dłoni, w szlafroku, o czwartej nad ranem – bo wtedy najlepiej słyszę swoje myśli. Nauczyłem się gotować coś więcej niż makaron z pesto. Nauczyłem się słuchać – nie tylko innych, ale i siebie. Przestałem udawać, że zawsze wszystko ogarniam.

Były momenty trudne. Lęk. Tęsknota. Poczucie utraty. Ale były też chwile piękne – jak poranek, gdy pierwszy raz od dawna poczułem zapach świeżo pieczonego chleba, który sam zrobiłem. Albo rozmowa z kimś bliskim, która – paradoksalnie – przez ekran była bardziej szczera niż kiedykolwiek wcześniej.

Pandemia była jak lustro. Pokazała mi, kim jestem bez całej tej otoczki, bez pozorów. I wiesz co? Nie było tak źle.


By:


Dodaj komentarz