What are your morning rituals? What does the first hour of your day look like?
Zanim świat się obudzi

Nie potrzebuję budzika. Mam wbudowany – z lekką nutą niepokoju i cichym, natarczywym głosem rzeczy do zrobienia. Budzę się zanim wstanie słońce. Cisza o tej porze jest gęsta jak mgła – można ją kroić i smarować na myśli. Leżę chwilę nieruchomo, przyklejony do własnego cienia. Nie sięgam jeszcze po telefon. Najpierw wsłuchuję się w siebie. Czy dziś jestem sobą, czy znów kimś innym?
Piję wodę – bez rytuałów, bez szkła z kryształu. Po prostu woda. Jakby chciała mi przypomnieć, że jestem wciąż żywy. Potem siadam na brzegu łóżka, głową jeszcze zanurzony w snach, stopami już dotykając chłodu dnia. Krótka medytacja – nie w pozycji lotosu, tylko w pozycji: „daj mi chwilę”. Oddycham. Czuję ciało. Sprawdzam, czy dusza jeszcze się nie wyprowadziła.
Zaparzam kawę. Czasem mocną, czasem symboliczną. Lubię, jak pachnie. Lubię, jak wylewa we mnie ciepło, które jeszcze nie pochodzi od nikogo. Patrzę przez okno. Miasto jeszcze śpi, a ja czuję, że mam nad nim przewagę – choćby przez te trzydzieści minut samotności. Zanim świat się obudzi, mam czas być sobą – nie mężem, nie synem, nie kolegą z pracy, nie sąsiadem. Sobą. Gołym w duszy.
Piszę kilka zdań. Może myśl, która przyszła w nocy. Może zdanie, które krążyło we śnie jak wilk. Zapisuję je, żeby nie uciekło. Pierwsza godzina mojego dnia to coś między czułością a przetrwaniem. Między oddechem a obowiązkiem. Czasem jest piękna, czasem bez sensu. Ale zawsze moja.