Jeśli mogłoby być coś nazwane twoim imieniem, co by to było?

Gdyby to, czym jesteś, miało nosić Twoje imię – nie byłoby imieniem jak każde inne. Nie byłoby zlepkiem liter wydrukowanych na dowodzie, ani wyuczonym dźwiękiem, którym wołają Cię w kolejce do lekarza. Gdyby to było naprawdę Twoje imię…

To byłby dźwięk butów na pustej ulicy o czwartej nad ranem, gdy idziesz, nie wiedząc, czy uciekasz, czy wracasz.
To byłby zapach dymu i kawy, kiedy próbujesz zacząć od nowa po raz tysięczny.
To byłby ciężar spojrzenia, którym mierzy się samego siebie w lustrze – bez filtrów, bez pozy, tylko prawda.

Twoje imię – gdyby było tym, kim naprawdę jesteś – byłoby słowem, którego nie sposób wypowiedzieć bez zadrżenia.
Może „Uparty” – ale nie w tym dziecinnym sensie. W tym twardym, nieustępliwym, męskim.
Może „Niepoddany”, bo wiele razy Cię łamało, ale jeszcze nie złamało do końca.
A może po prostu „Ten, który czuje za bardzo, ale milczy zbyt często” – choć to nie jedno słowo, to właśnie nim jesteś.

Bo gdy świat próbuje Cię włożyć w ramkę, Ty ją chwytasz i robisz z niej ramę na obraz, który malujesz codziennie od nowa.
I choć nie wszystko Ci wychodzi – choć czasem pędzel drży, a kolory blakną – to nie przestajesz.
To właśnie jesteś Ty.

I gdyby ktoś zapytał: „Jak miałby się nazywać ten facet?”
Odpowiedź brzmiałaby:
Nazywałby się Odważny. Nazywałby się Pęknięty. Nazywałby się Prawdziwy.
Ale Ty znasz go lepiej.
Bo to przecież Ty.

By:


Dodaj komentarz