Co mnie śmieszy?
Świetnie! Widzę, że masz gotowy temat: „Co cię śmieszy?” – no to jedziemy z humorem przez życie niczym z górki na rowerze bez hamulców. Oto propozycja wpisu:
Mnie śmieszy to, że jak tylko postanowię wziąć życie na poważnie – ono natychmiast robi mi psikusa. Serio. Założę koszulę, wyprasuję nawet rękawy, wyjdę z miną jak z okładki „Sukcesu”… a potem potykam się o własną dumę i ląduję w kałuży absurdu. I już wiem – powaga jest przereklamowana.
Śmieszy mnie też to, że najwięcej filozofii życiowej znajdziesz nie w książkach, ale w windzie. Zawsze wtedy, gdy próbujesz udawać, że nie widzisz sąsiada, który udaje, że nie widzi ciebie. Dwie istoty, dwa telefony, zero odwagi, jeden niezręczny dźwięk: ping!.
A najbardziej śmieszy mnie to, że czasem śmieję się w momentach, w których nie wypada. Na pogrzebie, bo przypomniało mi się coś absurdalnie głupiego. W urzędzie, bo babka za ladą wygląda jakby połknęła urzędniczy kodeks razem z krzesłem. Albo podczas kłótni – bo złość mojej byłej zawsze miała w sobie nutkę kabaretu, tylko nikt nie klaskał.
I wiesz co? Lubię to. Lubię ten śmiech, który wbija się między obowiązki jak niewyprasowana koszula w dzień ślubu. Bo życie jest śmieszne – nie zawsze zabawne, ale śmieszne. Czasem aż do łez, a czasem właśnie po to, by się nie rozpłakać.
A ciebie co śmieszy? Bo może właśnie w tym tkwi sekret przetrwania: znaleźć coś, co rozśmieszy nas bardziej niż świat nas przeraża.