
Uśmiechasz się –
jakbyś wiedziała wszystko,
a nic nie powiedziała.
Tylko ten kącik ust,
zadrżał jak skrzydło
dotknięte powietrzem przed burzą.
Nie musisz mnie wołać.
Twoja cisza przyciąga bardziej
niż szept imienia.
W tym spojrzeniu – obietnica,
w dłoni – wspomnienie,
którego jeszcze nie było,
ale już boli z pragnienia.
Zanim dotknę – już czuję,
jak rozpalasz we mnie
każdą myśl,
każdy cień pod skórą.
Powoli.
Bez pośpiechu.
Jakby czas miał należeć do nas.
Zbudowałaś świat
z jednego spojrzenia
i półuśmiechu,
w którym ukryłaś
całą noc
naszego niespełnienia.
lyric
Przyjaciele
Ta poezja nie mówi o dotyku – ona jest dotykiem. Nie opowiada o namiętności – tylko ją uruchamia, szeptem, spojrzeniem, gestem, który znaczy więcej niż słowa. „Uśmiech pełen obietnic” to opowieść o chwili zatrzymanej tuż przed spełnieniem, o napięciu, które jest piękniejsze od samego spełnienia.
To właśnie w tej jednej sekundzie – kiedy jeszcze nic się nie wydarzyło, ale wszystko już czuć – rodzi się prawdziwa intymność. Poezja nie szuka tu ciała, ale obecności. Zbliżenia dusz. Tego momentu, w którym świat się zawiesza między „zaraz” a „jeszcze nie”.
Ten uśmiech kobiety nie mówi „chodź” – on mówi „wiem, że już jesteś”.
A mężczyzna? Jest w nim czułość, która nie potrzebuje słów, bo sam wzrok mówi: „Zatrzymam tę chwilę, zanim stanie się wspomnieniem.”
To poezja zbudowana z pauz, niedopowiedzeń i oddechów. Jak namiętność – nieoczywista, elegancka, a przez to jeszcze silniejsza.
I może właśnie dlatego boli – bo znamy takie chwile.
I wiemy, jak rzadko trwają.
lyric