
Szeptem wędruję po Twojej skórze,
jak blask księżyca po aksamicie nocy,
rozpalając w cieniu drżące ślady
niewypowiedzianych pragnień.
Twoje imię to wiersz na moich ustach,
zapisany między westchnieniami,
rozkosznie cichy,
gdy noc przytula nas ciemnością.
Palce błądzą po krawędziach milczenia,
przerywając je jedynie oddechem,
co topi dystans
między snem a rozkoszą.
Czy słyszysz?
To ja, wtulony w mrok,
maluję Cię słowami,
które gasną dopiero o świcie.
Lyric
Szeptem w mroku – kiedy słowa stają się Dotykiem
Czasem najwięcej dzieje się w tym, czego nie wypowiadamy. Szept w ciemności, dotyk, który nie szuka pośpiechu, oddechy splatające się w zawieszonej między nami przestrzeni. Ta poezja jest zapisem chwili, w której słowa stają się cieniem, a cień – wyznaniem.
Chciałem, byście poczuli ten moment – kiedy nie trzeba nic mówić, bo wszystko jest już zapisane w spojrzeniu, w delikatnym muśnięciu palców, w ciszy, która drży od napięcia. To jest ta subtelna granica między tęsknotą a spełnieniem, między światłem a mrokiem, gdzie emocje lśnią najjaśniej.
Czy i Wy macie swoje chwile, w których milczenie mówi więcej niż tysiąc słów? Podzielcie się swoimi myślami – jestem ciekaw, jak brzmią Wasze szepty w ciemności.
Lyric