Requiem dla Róży


Cienie nocnego deszczu drżały na oknie, gdy smukłe smyczki smagały struny skrzypiec. Melodia – piękna, lecz pełna rozpaczy – wypełniała pokój, przesiąkając ściany echem czegoś, co nie miało prawa istnieć w tym świecie zbyt długo.
Róża.
Stałaś tam, oparta o ramę drzwi, jakbyś była cichym świadkiem końca. Deszcz tańczył na twoich obojczykach, na wilgotnych pasmach włosów, a ja wiedziałem, że każda kropla, każdy szept drewna i strun jest pożegnaniem.
Podeszłaś powoli. Twoje dłonie – ciepłe, drżące – znalazły moją skórę, zostawiając na niej ślad, którego nikt inny nie potrafiłby dostrzec. Byłaś blisko, zbyt blisko, i właśnie w tej odległości rozgrywała się tragedia – symfonia niedokończonych słów.
– Ta melodia… – wyszeptałaś.
Zatrzymałem smyczek w pół gestu. Ostatnia nuta wibrowała w ciszy, jak westchnienie, którego nie sposób cofnąć.
– Grałeś dla mnie czy dla siebie?
Nie odpowiedziałem.
Twoje usta rozchyliły się nieznacznie, a w twoim spojrzeniu pojawiło się coś, co przypominało mi kruchość szkła. Moje palce odnalazły drogę wzdłuż linii twojej szczęki, aż do ust, w których chciałem zatopić się na wieczność.
Pocałowałem cię – powoli, z namaszczeniem. Jakby każdy dotyk był ostatnim dźwiękiem, każda chwila miała się rozsypać na drobne kawałki. Nasze ciała splatały się w tym momencie, w tym wiecznym półmroku, gdzie dźwięk skrzypiec był granicą między istnieniem a nieistnieniem.
Drżałaś pod moimi palcami, a ja chłonąłem ciebie, jakbyś była pieśnią, której nie mogłem zagrać do końca.
Ostatnia nuta skrzypiec nadal wibrowała w powietrzu.
A potem zapadła cisza.

Autor: Lyric

Requiem dla Róży – refleksja o dźwiękach które zostają w ciszy

Są momenty, które trwają dłużej niż rzeczywistość. Takie, które wibrują pod skórą, odbijają się echem w spojrzeniu, zapisują się w oddechu. Epizod, który dziś Wam przynoszę, to opowieść o takiej właśnie chwili – gdzie ostatnia nuta skrzypiec nie oznacza końca, lecz przejście w ciszę, w coś, co trwa w niedopowiedzeniu.

To opowieść o dotyku, który nie jest pewnością, lecz pytaniem. O pocałunku, który smakuje jak granica – pomiędzy tym, co jeszcze można zatrzymać, a tym, co już wymyka się z dłoni. To historia dżentelmena romantyka i jego Róży – w przestrzeni, gdzie światło świec styka się z deszczem na jej skórze, a muzyka wypełnia każdą przerwę między ich oddechami.

Czy cisza może być głośniejsza niż muzyka?

Zastanawialiście się kiedyś, ile emocji może zmieścić się w jednym spojrzeniu, w milimetrze dzielącym dwoje ludzi? Ile słów kryje się w dłoni, która jeszcze nie odsunęła się całkiem, ale już nie obejmuje?

Ten epizod to zapis tego napięcia. Między dźwiękiem a ciszą. Między pocałunkiem a rozstaniem. Między pragnieniem a nieuniknioną stratą.

I może właśnie w tej nieuchwytnej granicy leży największa namiętność?

Tworząc tę historię, chciałem, byście poczuli więcej niż tylko słowa. Chciałem, byście usłyszeli muzykę, którą on dla niej grał, i ciszę, która po niej zapadła. Byście mogli dotknąć tej chwili, poczuć ciepło skóry i zimno deszczu, zobaczyć, jak światło świec rysuje kontury ich bliskości.

Bo to nie techniczne opisy, nie dosłowność buduje emocje – lecz napięcie, wyczekiwanie, świadomość, że coś wisi w powietrzu…

A teraz pytanie do Was – czy mieliście kiedyś taki moment w swoim życiu? Chwilę, która wydawała się wieczna, choć trwała ledwie ułamek sekundy? Podzielcie się ze mną swoimi refleksjami.

– Lyric

By:


Dodaj komentarz