
W tym budynku noc nigdy nie była ciemnością. Światła gasły, ale cienie pozostawały, jakby okna wciąż patrzyły. Oczy, które nie miały powiek. Szkło, które oddychało.
Byłaś tu, Różo. Przechodziłaś przez korytarz, gdzie podłoga skrzypiała, a ściany zdawały się pulsować ciepłem obcych spojrzeń. Czułaś to – ich obecność, ich dotyk w powietrzu. Drzwi zamknęły się za Tobą bezgłośnie, jakby budynek pragnął cię zatrzymać.
Stałem w półmroku, oparty o ścianę, niewidoczny, ale obecny. Wiedziałem, że wiesz. Że poczujesz, jak powietrze zgęstnieje, jak noc przylgnie do skóry.
Zrobiłaś krok w stronę okna, jakbyś chciała sprawdzić, czy naprawdę patrzy. Ale to nie ono widziało cię najbardziej.
Szepnęłaś moje imię – nieświadomie, cicho, jakbyś sama się go bała.
Byłem już przy tobie. Nie musiałem dotykać, byś czuła, jak zamykam cię w swoim cieniu.
Drgnęłaś, gdy moje usta odnalazły linię twojej szyi. Palce wsunęły się w przestrzeń między skórą a cienkim materiałem sukienki, dotykając cię tam, gdzie zawsze byłaś najbardziej czuła.
– Zamknij oczy – powiedziałem.
Ale wiedziałem, że nie zamkniesz. Nie tutaj. Nie w miejscu, gdzie okna nigdy nie przestają patrzeć.
Tym razem to one były świadkami. A my – cichym grzechem w ich spojrzeniu.
Lyric
Patrzące okna i cienie pożądania
Są miejsca, w których mrok nie jest tylko brakiem światła. Są pokoje, które oddychają, okna, które widzą więcej, niż powinny. I są chwile, gdy pragnienie miesza się z niepokojem, a dotyk staje się równie intensywny co niewidzialne spojrzenia.
To, co między nami najbardziej elektryzujące, nie zawsze rozgrywa się w pełnym świetle. Czasem jest to ledwie cień przesuwający się po skórze, powietrze, które drży w oczekiwaniu, subtelne napięcie, które nie potrzebuje słów. Bliskość, w której więcej czujemy, niż widzimy.
W epizodzie Zanim zamkniesz oczy chciałem uchwycić ten moment – chwilę, gdy napięcie rośnie w ciszy, a świadomość obserwowania staje się równie intensywna co dotyk. Czy to mężczyzna i kobieta są świadkami siebie nawzajem, czy może jest coś jeszcze? Może to właśnie ta niepewność dodaje wszystkiemu smaku.
Być może wszyscy mamy swoje „patrzące okna” – nie tylko te fizyczne, ale i te wewnętrzne. Czy potrafimy się przed nimi zatracić? Czy umiemy cieszyć się chwilą, nawet gdy mamy świadomość, że nie jesteśmy sami?
Zostawiam was z tym pytaniem. Bo prawdziwe napięcie nie tkwi w tym, co widać, ale w tym, czego tylko się domyślamy.
Czekam na wasze myśli. Czy w waszych historiach też są okna, które widzą zbyt wiele?