Szept nocy na jej skórze

Noc była ciężka od wilgoci, jakby deszcz zapomniał spaść, pozostawiając powietrze napięte od niedopowiedzianych obietnic. Wiatr przenosił zapach mokrej ziemi i chłodnej lawendy, muskając skórę jak niewidzialne palce, które znały już każdy sekret.

Stała przy otwartym oknie, otulona cieniem, ledwie widoczna w mdłym świetle lamp ulicznych. Suknia spływała po jej ramionach jak milcząca rzeka, a włosy, rozpuszczone, tańczyły z wiatrem, igrając z granicą tego, co przyzwoite, a co już wyzywające.

Podszedłem bez słowa, pozwalając, by dystans między nami napiął się jak struna. Tylko powietrze dzieliło nas jeszcze od dotyku. Jej oddech – cichy, urywany – mieszał się z moim, gdy wiatr rozgrywał na skórze symfonię chłodu i ciepła.

– Nie zatrzymuj się – wyszeptała, ledwie słyszalnie, a jednak jej głos przeszył mnie jak ostrze.

Nie zamierzałem.
Delikatnie, czubkami palców, przesunąłem się po linii jej karku, tam gdzie kończył się świat a zaczynało pragnienie. Wiatr stał się wspólnikiem w tej chwili, tańcząc między nami, niosąc zapachy nocy i coś jeszcze – cichy, ledwie uchwytny ślad nieuchronności.

Gdy zamknęła oczy, a powietrze wciągnęło nas w swój wir, wiedziałem, że ta noc nie zostawi po sobie śladów na ciele. Tylko w pamięci.

Lyric

Przyjaciele

Są chwile, które nie potrzebują słów – wystarczy oddech, spojrzenie, drżenie powietrza między dwojgiem ludzi. Niech wiatr niesie Wasze pragnienia tam, gdzie czekają na nie odpowiedzi.

By:


Dodaj komentarz