
Słońce jak martwy język śni,
złotą raną tnie zachodu skórę,
a noc na krawędzi ciszy drwi,
krwią obmywa gasnącą strukturę.
Ziemia rozchyla usta w krzyk,
pękają w mroku złote arterie,
na ostrzu zmierzchu topnieje rytm,
noc nie nadchodzi, świt się nie ściele.
Tam, gdzie granica drży jak dym,
światło i cień wiją się w spazmie,
niebo rozpęka pod szeptem chmur,
słońce umiera w horyzontu skazie.
To nie jest dzień, to nie jest noc,
czas tu rozdarty jak stare płótno,
w oku cyklonu zastyga los,
świat bez granicy… śpiąc wiecznie w próżni.
– Lyric
Horyzont
Czym jest horyzont, jeśli nie cienką linią oddzielającą dwie rzeczywistości?
Gdy światło ustępuje mrokowi, a noc nie pozwala świtowi narodzić się w pełni, powstaje przestrzeń zawieszona między bytem a pustką. To miejsce rozdarcia – granica, która pęka jak zbyt napięta nić czasu.
W tej szczelinie świata rodzi się chaos. To niezmienne prawo – gdy jedna siła słabnie, druga nie triumfuje, lecz walczy o dominację. Niebo rozszarpują krwawe błyskawice, a ziemia drży pod naporem cieni, które nie należą do żadnego ciała. Horyzont staje się otwartą raną, miejscem, gdzie dzień nigdy się nie kończy, a noc nigdy nie nadchodzi – zawieszeniem pomiędzy tym, co znane, a tym, co zbyt obce, by je pojąć.
Czy jesteś gotów spojrzeć w tę otchłań?
Przyjaciele
Przyjaciele, czasem życie przypomina rozdarty horyzont – zawieszone między światłem a cieniem, pomiędzy nadzieją a nieuchronnością mroku. Są momenty, gdy wydaje się, że świt nigdy nie nadejdzie, a noc nie chce nas objąć w swoim spokojnym uścisku. Stoimy wtedy na krawędzi, w miejscu, gdzie wszystko drży, ale nic nie upada – jeszcze nie.
Ta poezja jest o tym, co tkwi w zawieszeniu. O chwilach, gdy rzeczywistość traci swoje granice, a my musimy spojrzeć w otchłań – własnych lęków, niepewności, pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Ale pamiętajcie: nawet jeśli horyzont pęka, zawsze można znaleźć drogę przez chaos.
Nie bójcie się patrzeć w rozdarcie. Czasem to jedyny sposób, by zobaczyć, co czeka po drugiej stronie.
– Lyric